Wszyscy Ci, którzy zamierzają wystąpić z pozwem o rozwód lub separację, powinni mieć świadomość tego, że postępowanie w tych sprawach kończy się na szczeblu sądu apelacyjnego. Od wyroków tego sądu w podanych sprawach nie przysługuje skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego. O tym, jak dotkliwe skutki potrafi wywołać rozwód i separacja nie trzeba przekonywać nikogo, kto przeszedł przez trudną drogę załatwienia tych spraw. Wiedzą też o tym doskonale psychiatrzy i psychologowie udzielający pomocy rozstającym się małżonkom, a także uczestniczący w tych sprawach prawnicy.

Bez względu na to, czy się jest powodem czy pozwanym, mężczyzną czy kobietą, tego rodzaju sprawy zawsze budzą ogrom emocji po każdej stronie i na każdej z nich odciskają głębokie piętno. Skutki rozwodu odczuwa też zwykle spory krąg osób z otoczenia stron. Pozostawiając jednak na uboczu aspekt następstw emocjonalnych tego rodzaju spraw chcę zwrócić uwagę przede wszystkim na ich skutki majątkowe. Nie chodzi przy tym o będącą naturalnym następstwem rozwodu konieczność przeprowadzenia podziału majątku między byłymi małżonkami, lecz o nakładany często przez sąd obowiązek alimentowania jednego z małżonków przez drugiego z nich.

Kwestię dostarczania środków utrzymania rozwiedzionemu małżonkowi regulują postanowienia art.60 ustawy z dnia 25 lutego 1964 r. Kodeks rodzinny i opiekuńczy (tekst jedn. Dz. U. z 2015 r. poz. 2082 ze zm.). Z przepisów tego artykułu wynika, że w przypadku gdy jedna strona zostaje uznana za wyłącznie winną rozkładu pożycia obowiązek alimentacyjny wobec drugiej strony potencjalnie obciąża ją do końca życia (art.60 § 2 KRO). Uwalnia ją od niego tylko sytuacja, gdy sama znajdzie się w niedostatku lub gdy strona uprawniona do świadczeń zawrze nowe małżeństwo albo umrze.

Problemy związane z alimentowaniem byłego małżonka bynajmniej nie są bagatelnymi, bowiem sytuacje zasądzania przez sądy w procesach rozwodowych alimentów na rozwiedzionego małżonka są niestety częste. Jednocześnie tyleż samo kontrowersyjne pod względem istnienia usprawiedliwionych podstaw. Sądy dość lekką ręką przyznają alimenty, które na dodatek częstokroć są wygórowane w stosunku do sytuacji majątkowej i zarobkowej zobowiązanego. Najczęściej otrzymują je kobiety, i niestety w wielu przypadkach także wtedy, gdy ich sytuacja wcale nie uzasadnia przyznania im takich świadczeń. Odnosi się wrażenie, że są zasądzane dla nich jako swoiste odszkodowanie za rozwód. Na takie samo wspaniałomyślne traktowanie przez sądy niestety ale mężczyźni liczyć nie mogą.

Na zakres obowiązku alimentacyjnego ogromne znaczenie ma zawarte w wyroku rozstrzygnięcie o winie, a ta jest kwestią wybitnie ocenną. Jeżeli wziąć dodatkowo pod uwagę, że w sprawach o rozwód niektóre okoliczności istotne dla ustalania winy i przyczyn rozkładu pożycia są trudne do wykazania, łatwo o błędną jej ocenę i wyrządzenie takim wyrokiem krzywdy na resztę życia. Grzechem ciężkim sędziów w tego typu sprawach jest przypisanie winy jako rezultatu ustalenia stopnia przyczynienia się strony do rozkładu pożycia, t.j. na skutek wartościowania winy. Wina przypisywana jest temu małżonkowi, który dostarczył w trakcie małżeństwa większej ilości lub cięższych gatunkowo przyczyn rozkładu. Tymczasem od zawsze w tej kwestii funkcjonuje pogląd, że wina nie podlega wartościowaniu. Zatem jeśli po obu stronach sąd zauważy choćby tylko drobne nieprawidłowości w postępowaniu, wpływające negatywnie na pożycie małżeńskie i przyczyniające się do jego rozkładu, powinien orzec o winie obojga małżonków, a nie jednego, uznając, że występki drugiego są mniej istotne.

Statystyka świadczy o tym, że sądy mają z kwestią właściwego rozumienia winy bardzo poważny problem. Na 15.771 spraw rozwodowych w 2016 r. z orzekaniem o winie tylko w 3.101 przypadkach uznano winę obu stron. Jest to 19,6 % całości spraw. W pozostałych 80,4% spraw winę przypisano jednaj stronie. Oznacza to, że na każde 100 par małżeńskich, aż w 80 jedna strona związku była ideałem, skoro nie przypisano jej winy. Doświadczenie życiowe uczy jednak, że jako ludzie nie jesteśmy ideałami. Każdy z nas ma wady i słabości, w tym także i kobiety. Jeśli do tego dodać, że większość rozwodzących się par, to związki ze znacznym stażem i doświadczeniami różnych wzajemnych przejść, tym bardziej trudno sobie wyobrazić racjonalność przypisywania winy rozkładu tylko jednej stronie. Takie podejście jest według mnie naiwne, nieżyciowe i dowodzi występowaniu w tym zakresie poważnego problemu w sądach.

Za zbliżone do stanu zgodnego z prawdą byłyby odwrócenie proporcji winy, t.j. że w 80% spraw rozpoznawanych z jej orzekaniem leżała ona po obu stronach, a w pozostałych 20% po jednej.

Dostrzegając istnienie poważnego problemu w zakresie trafności sądowych ustaleń co do winy w rozkładzie pożycia, należy zając stanowisko, że prawidłowość rozstrzygnięć w tym przedmiocie powinna podlegać kontroli kasacyjnej Sądu Najwyższego. Kontrola tak była wykonywana w przeszłości i wiele wskazuje na to, że powinna zostać przywrócona. Zniknęła z przestrzeni prawnej na skutek ustawy z 22 grudnia 2004 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, opublikowanej w Dzienniku Ustaw z 21 stycznia 2005 r. Nr 13 pod poz. 98. Ustawa weszła w życie 6 lutego 2005 r. W wyniku wprowadzonej tą ustawą zmiany w tytule VI księgi pierwszej części pierwszej Kodeksu postepowania cywilnego dodano dział Va pod nazwą „Skarga kasacyjna”. W art. 3982 § 2 tego działu zapisano, że „Skarga kasacyjna jest niedopuszczalna także w sprawach: 1)o rozwód, o separację, o alimenty, o czynsz najmu lub dzierżawy oraz o naruszenie posiadania”.

Trudno zrozumieć ratio legis całkowitego wyłączenia z pod kontroli Sądu Najwyższego spraw rozwodowych. Brak ryzyka tej kontroli spowodował, że sądy apelacyjne chyba zapomniały na czym polega istota winy w rozkładzie pożycia i jak należy ją oceniać. Przynajmniej tak na to wskazuje statystyka orzecznicza.

Wszyscy ci, którzy myślą obecnie o rozwodzie muszą mieć świadomość tego, że błędów sądu apelacyjnego Sąd Najwyższy już nie naprawi. Dlatego niezwykle ważne jest to, by do procesu dobrze się przygotować.

Opracował: Andrzej Piątkowski – radca prawny

Kancelaria radców prawnych
Roman Mol & Andrzej Piątkowski
ul. Staromłyńska 7C,
70 - 561 Szczecin
Kancelaria czynna od poniedziałku do piątku w godz. 9:00 – 17:00
W sprawach nagłych i pilnych na życzenie klienta pracujemy również w weekend!
Radca Prawny Roman Mol
tel. 502-103-899
e-mail: kancelaria@romanmol.pl
Radca Prawny Andrzej Piątkowski
tel. 605-625-263
e-mail: kancelaria@andrzejpiatkowski.pl